" JA kontra RESZTA ŚWIATA"

" JA kontra RESZTA ŚWIATA" 

Taki tytuł wydaje mi się wręcz idealny. Opisuje w stu procentach to co dzieje się w mojej głowie jak i poza nią. Pewnie każda z Was przechodzi przez ten etap. Mianowicie moment w życiu, który wydaje się skrupulatnie wyrwany z ułożonego przez nas scenariusza.  Nic nie jest tak jak być powinno... Wszystko leci na łeb i na szyję. Jak każdy normalny człowiek próbujesz ratować sytuację, ale niestety nie daje to większych efektów bo na wiele rzeczy nie ma się wpływu. Jedyne rezultaty to kolejne wyciągnięte wnioski z którymi i tak koniec, końców nic nie zrobisz. Za każdym razem zastanawiam się czy to ze mną coś jest nie tak? Czy może z innym? Albo powinnam żyć w innych czasach? np w średniowieczu... 
Rzecz jasna odpowiadając sobie na powyższe pytanie jednogłośnie śmiem twierdzić, że wina leży gdzieś we mnie. Nienawidzę w sobie tej cechy! Nie ważne gdzie leży wina, po czyjej stronie ( zazwyczaj po dwóch) zawsze całą odpowiedzialność i winę biorę na siebie. A co więcej, najgorsze jest, że wiem iż jest to błędne. Nie mogę brać odpowiedzialności za błędy innych, nie mogę tłumaczyć ich zachowania w taki sposób, że to ja czuję się za nie winna. Nie ważne czy ktoś mnie rani, zawodzi, nadużywa mojego zaufania ja potrafię wybaczyć i równocześnie szukać błędów w sobie i obwiniać się za to w jaki sposób inni postępują wobec mnie. Tak! wiem jestem naiwna inaczej się tego nie da nazwać! ale próbuję z tym walczyć i dostrzegać to co jest dobre dla mnie samej! 

Wiecie co? Pewne utarte schematy zachowań ludzi pomagają mi dostrzec to , że czym bardziej jesteśmy uczuciowi, wrażliwi,  pobłażliwi, wyrozumiali, tolerancyjni dla innych  tym oni  mniej nas szanują. Pewnie wszystko w granicach rozsądku ale nie sądzicie, że kiedy komuś wybaczy się raz, drugi, trzeci to z czasem ta osoba mimo popełnianych błędów jest przekonana, że wybaczymy po raz kolejny? Czasami powielanie pewnych zachowań powoduje, że sami pracujemy sobie na brak szacunku w oczach drugiego człowieka. Jasne jeśli nam zależy wybaczajmy, tolerujmy, kochajmy, rozumiejmy ale zachowajmy przy tym również zdrowy rozsądek aby nasze dobre serce czasami nas nie zgubiło. Ja teraz próbuję odnaleźć tę równowagę i uwierzcie mi lub nie to wcale nie jest takie proste zadanie. Bycie za dobrym nie jest wcale zaletą. Ale jak to mówią jeśli masz miękkie serce....





By Anna






Komentarze

  1. Znam ten moment, ba ja nawet jstem w takim momencie. i robię wszystko,żeby się ulotnić, bo już mnie to dobija.. Tak to jest jak człowik zupełnie inaczej sobie wyobraża życie. Ale nie można się poddawać i trzeba walczyć.. A miękkie serce przestałam już mić. Szkoda tylko,że nauczyłam się tego na własnym przykładzie..

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja często jestem na siebie zła za to, że jestem za dobra dla ludzi...Nic nie poradzę, że jestem taka miękka...i akurat uważam to za wadę, bo nie mam lekko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z Tobą...bardzo mądrze napisane!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *